"Ktoś jadł z mojej miseczki" - krzyknęła Mama Miś
"Ktoś siedział w moim fotelu" - krzyknął Tata Miś
"Kurwa, ktoś mi się logował na naszą-klasę!" - Krzyknął Mały Miś.
Opróżnię szuflady, wyrzucając stare śmieci
Wyciągnę odkurzacz i wyczyszczę podłogę
Wezmę mokrą szmatkę, przemyję wszystkie półki
Odprawie mantrę, by oczyścic duszę
Wykąpię się w Jordanie, by oczyścic ciało
A na końcu strzelę sobie w łeb, by oczyścic umysł
Była swojego czasu kompania. Powstała niezamierzenie, można rzec przypadkiem, kilku samotnych żołnierzy wysłanych na wojnę. Nic wielkiego. Życie.
Kompania była mała, nie rozrastała się - odstawała od reszty pułku, generałowie uważali ją za nic nie wartą, ale kompania walczyła. Bohaterowie mężnie stawiali napór wrogów, przeciwności, a nawet innych kompanii - rozkaz fuhrera był bezwzględny, nie mogli się wyrzec swojego "ja". Początkowe przeciwności okazały się zaledwie smaczkiem, który nadał wyrazu całej wojnie.
A więc brnęli przez wojenne stepy - tydzień, miesiąc rok, 2 lata, w końcu nikt nie liczył już wspólnych bitew, wizyt w lazarecie i chowania się w okopach. Nikt nie wróżył im sukcesu - najmniejsza kompania w regimencie, chłopcy bez pojęcia o walce, przetrwaniu, bez wspólnego celu, rzuceni w wir największej światowej wojny. Skazani bez winy, straceni za życia.
A kompania przetrwała. Bez strat, bez ran, bez zmęczenia - wydawało się, że kompania nie dośc, że cała, to sama wygra wojnę, w imię innych kompanii, brygad, całego regimentu.
Nazwali się kompanią braci - kto wie, może pod wpływem mediów, czy też dla zwykłej frajdy, żeby nie by kompanią bezimienną.
Los chciał, by tytuł przeobraził się w trwałe więzi? Może raczej sama kompania, by przetrwa związała się w więzi braterskie? Inne niż więzy krwi - bardziej trwałe, nienaruszalne, z wolnej woli. coś więcej niż rodzina i przyjaciele - po prostu kompania, nie można powiedziec o nich nic bardziej chwalebnego.
Wojna jednak trwała dłużej niż ktokolwiek by się spodziewał, niebezpiecznie długo. Kompania została przydzielona do różnych zadań. Jedno z nich było cięższe od pozostałych. Sztab dowództwa odesłał żołnierza do domu, dał mu order i nie baczył na kompanię, pozbawił ją jednego z najważniejszych ogniw wspólnej myśli.
Jak kompania ma funkcjonowac? Przeczuwano spisek, nie chciano by ta boczna kompania, najmniejsza i najmniej widoczna była najlepsza w regimencie.
Ale kompania została silna, tam gdzie jej każą. Nie zdezerteruje, choc powinna, nie wróci z kompanem do domu, tak jakby chciala.
Wojna się toczy, walczymy więc dalej
Kiedyś talerz ciasteczek wyrecytował mi limeryk.
To były zabawne ciasteczka :)
Siedząc na niewygodnym krześle i oglądając niewygodne dla oka rzeczy na nieergonomicznym monitorze, ciałem mym wstrząsnął maleńki dreszczyk, chyba po to, by sytuacja stała się jeszcze bardziej nieciekawa. To tylko mucha! - krzyknąłem milcząco w myślach.
Czy muchy mają świadomość istnienia? Czy taka mała czarna muszka wie, że siedzi i wkurwia? Czy pan dobry bóg wszechmogący stworzył ją z myślą "a teraz stworzę muszkę, która będzie łazić po bogu ducha winnych ludziach i uprzykrzać im miłe chwile i sprawiać, że złe chwile będą jeszcze gorsze".
O nie, panie dobry boże wszechmogący - zamieńmy się! Teraz ja jestem panem tej muchy, moja ci ona, to ode mnie zależy, czy wyfrunie z pokoju w euforii, że kolejny wkurwiający przysiad zaliczony został, czy też zgnije w męczarniach stłamszona w metropolii dłoni, bądź w piekielnych ogniach francuskiej zapalniczki spopielona, jako pierwsi chrześcijanie w Rzymie.
A może poznęcać? A może połechtać? A może pobawić się, udomowić? Czego chcesz muszko od życia, ja ci to dam, będę dobrym tatą, dam ci nawet jabłuszko i od pająków obronię.
Ale mucha uciekła. Pewnie poszuka innego protektora. Skrzydlata nieczuła socjopatka.
Tak to już niestety jest, że większość ludzi ma zbyt ograniczony umysł, by cierpliwie i roztropnie rozważać swoje szczególne fenomeny, postrzegane i wyczuwane jedynie przez garstkę posiadającą szczególną mentalna wrażliwość, a leżące poza zasięgiem powszechnie dostępnych doświadczeń.
Ludzie o większym intelekcie wiedzą, że nie ma ostrego rozgraniczenia pomiędzy rzeczywistością i nierzeczywistością, że wszystkie rzeczy jawią się takie, jakie są, jedynie dzięki przymiotom wrażliwych, indywidualnych mediów psychofizycznych i to dzięki nim jesteśmy zdolni je postrzegać, jednakowoż prozaiczny materializm większości określa pogardliwie mianem szaleństwa przebyłyski nadpostrzegania, które przenikają pospolity woal jawnego empiryzmu.
Ach, czemu już nikt nie wierzy w duchy...